Gdańsk 2009 OPEN – pierwsza wyprawa otwarta

P8065980

To nasz piewszy wyjazd w którym udział mogli brać inni rowerzyści. Chcieliśmy pokazać, że wyprawy rowerowe są świetną przygodą, dlatego zmniejszyliśmy dystanse odcinków i zabraliśmy ze sobą kilka znajomych.

 

Wyjazd do Gdańska 2009 ruszył 3 sierpnia z pod pałacu kultury i nauki.  Z powodu solidnej burzy droga z Pruszkowa do Warszawy zajęła nam kilka godzin, po tym jak kilkadzieścia metrów od nas uderzył piorun stwierdziliśmy że poczekamy jeszcze godzinę. W Warszawie spotkaliśmy się z dziewczynami, które wcześniej zgłosiły się za pośrednictwem strony internetowej. Dość długo trwało zanim opuściliśmy zatłoczoną Warszawę, potem pogoda się poprawiła i wyruszyliśmy w trasę do Raciąża. Przjechaliśmy 130 km.

Dzień 2.

Wyjazd w rannych godzinach, jechaliśmy małymi wiejskimi dróżkami, często przez las i drogi gruntowe późnym wieczorem dojechaliśmy do Nidzicy a potem Łyny na kolejny nocleg.

Dystans -około 85 km

Dzień 3.

Wyjechaliśmy po godzinie 12 – zatrzymał nas ciągle padający deszcz. Potem przez kilka godzin jechaliśmy w deszczu. Około godziny 15 deszcz przestał padać i wyszło słońce. Jechaliśmy obok Grunwaldu i dojechaliśmy do Iławy gdzie mieszkaliśmy w akademiku jednej ze szkół.

Dystans – okolo 73km.

Dzień 4.

Z powodu problemów technicznych z rowerami wyjechaliśmy około godziny  13. Po dordze spotkaliśmy Odblaskowego Anioła ze Szczecina(czytaj na dole). Dojechaliśmy do miejscowości Pieło obok Grunwalnu. Tam spaliśmy w wiejskiej szkole.

dystans 90km

 

Dzień 5.

Wyjachaliśmy kilka minut po godzinie 8. Jechaliśmy do Tczewa gdzie odpoczęliśmy kilka chwil. Potem pojechaliśmy już do Gdańska. Po godzinie kręcenia się w kółko dojechaliśmy na pole namiotowe  na Stogi.

dystans 60 km.

 

 

Poniżej przedstawiamy opinię na temat wyjazdu dwóch uczestniczek wyprawy:

„Wyprawa na rowerach do gdańska była miłym oderwaniem się od codzienności. mimo kilku niespodziewanych problemów technicznych wszystkim udało się dotrzeć do celu co jest niewątpliwym sukcesem grupy. nowe miejsca, nowe znajomości, nowe wyzwania… ogólnie wyjazd na duży plus. w końcu nie codziennie przejeżdża się o własnych siłach pół polski.” -Magda K

 

„O wyprawie Zdrowego-Roweru dowiedziałam z aktualności portalu Aktywni.pl. Chociaż nigdy przedtem nie przejechałam nawet 50 km dziennie a mój rower daleko odbiegał  od profesjonalnego sprzętu, to zawsze chciałam odważyć się  na taką podróż na 2-óch kółkach. Dodatkowej motywacji dodała mi idea organizatorów – oferta była dla każdego chętnego rowerzysty, czyli otwarty skład, swoboda i pomoc w razie ewentualnych trudności. Jako, że nie posiadałam sakw, poratowaniem dla mojego bagażu okazał się samochód techniczny, którego konieczność docenił chyba każdy, kto tak jak ja zabrał ‘wszystko co niezbędne’ na 5-ciodniową wyprawę…  Poza tym galerie zdjęć z poprzednich wyjazdów grupy i linki sponsorów potwierdziły w moich oczach wiarygodność tejże prozdrowotnej organizacji ;) Jeszcze kilka maili od uczestników  (ze słowami pełnymi zachęty ;), wypełnienie ankiety i zdecydowałam się zacząć przygotowania do wyprawy.
   Do Warszawy przybyłam pociągiem z Poznania. Na dworcu poznałam Piotrka, Adama i Tomka, którzy zaproponowali krótka wycieczkę po centrum Warszawy, a gdy dojechały dziewczyny, mogliśmy wystartować. Kiedy pierwszego dnia okazało się, że przejechaliśmy ok. 130km uwierzyłam, że dojadę do Gdańska o własnych siłach. W  gorszej kondycji był jednak mój rower (odpadła znacząca część, jak nie najważniejsza – pedał! ) i nie obyło się bez wizyty w serwisie…Dzięki wsparciu kolegów i dobrej organizacji udało się pokonać problemy techniczne a poczucie humoru, które towarzyszyło każdemu z uczestników, dodawało energii na pokonanie kolejnych kilometrów. Co zmieniło się po wyprawie i czego się dowiedziałam? Hmm.. chyba tego, że mogę więcej niż myślałam; że słodycze są zbawienne dla rowerzystów i nie da się bez nich obyć na trasie ;p że istnieją odblaskowe anioły (a raczej jeden – kolega ze Szczecina, który dołączył do nas na 2 ostatnie dni); że w deszczu jedzie się szybciej; że polskie drogi mają jeszcze więcej dziur niż sądziłam i brakuje zdecydowanie ścieżek rowerowych (czego nie mogę powiedzieć o Gdańsku ;) Poza tym, to, że dojechaliśmy do mety w takim składzie w jakim wystartowaliśmy, oznacza niewątpliwie, że w kupie siła! Dlatego gorąco namawiam wszystkich amatorów 2óch kółek do integracji i otwartości na nowe wyzwania. A kolegom ze Zdrowego-Roweru pozostaje mi życzyć coraz śmielszych pomysłów i coraz liczniejszych składów na kolejnych wyprawach!”  - Marta S. 


Odblaskowy Anioł ze Szczecina Jest sympatyczny, otwarty. Mówią na niego Odblaskowy Anioł -  naprawdę nazywa się Maciej Stawinoga i samodzielnie prowadzi akcję rozdawania gadżetów odblaskowych rowerzystom.

Wszystko zaczęło się 13 stycznia tego roku. Wtedy Maciej wyruszył ze Szczecina w Polskę. Pomysł akcji zrodził się w jego głowie tuż po groźnym wypadku, którego był świadkiem. – Tuż za moimi plecami na pasach auto potrąciło małą dziewczynkę – opowiada. – Ale nie lubię o tym wspominać.
Za sobą ma kilkanaście miast Polski i tysiące rozdanych opasek, kamizelek, odblaskowych gadżetów. Ludzie różnie reagują na jego zaczepki. Niektórzy twierdzą, że nie potrzebują odblasków, bo i bez tego są widoczni. Zdarzają się też nieprzyjemne spotkania. W Zamościu podszedł do grupy ludzi, chciał zapytać o najbliższą stację paliw. Byli pijani, Maciej został pobity.

żródło: www.gazeta.pl